Alicante to stolica prowincji i najwygodniejsza „baza wypadowa" na całej Costa Blanca — większość Polaków ląduje tu na lotnisku, ale niewielu daje miastu więcej niż jedno popołudnie. Błąd. Alicante ma wszystko, za co kocha się średniej wielkości hiszpańskie miasta: zamek na skale górujący nad zatoką, plażę w samym centrum, pełną życia starówkę i gastronomię, która broni się bez żadnej taryfy ulgowej — a przy tym zachowuje normalne, niewakacyjne tempo życia.
Miasto jest kompaktowe. Praktycznie wszystkie najważniejsze miejsca — zamek Santa Bárbara, Explanadę, plażę Postiguet i Barrio Santa Cruz — obejdziesz pieszo w ciągu jednego dnia, bo dzielą je odległości po kilkaset metrów. Dojazd też jest banalny: z lotniska kursuje autobus miejski, kolejka TRAM łączy Alicante z Benidormem i miasteczkami wybrzeża, a pociągi dalekobieżne odjeżdżają z dworca w centrum. Samochód na zwiedzanie samego miasta jest wręcz zbędny — parkingi w centrum są płatne i latem zapełnione.
Komu Alicante przypadnie do gustu? Tym, którzy wolą miasto z prawdziwym życiem od kurortu. Wieczorem na Rambli i w uliczkach starówki słychać głównie hiszpański, ceny w barach są niższe niż w Benidormie, a między czerwcem a wrześniem imprezy — z wielkim świętem Hogueras de San Juan pod koniec czerwca na czele — toczą się na ulicach. Zimą z kolei Alicante pozostaje żywe, gdy typowe kurorty pustoszeją: to duży plus, jeśli rozważasz przeprowadzkę na stałe.
Ile czasu zaplanować? Na klasykę wystarczy pełny dzień: rano zamek (najlepiej windą w górę, pieszo w dół), potem starówka i Explanada, po południu plaża albo muzeum MARQ, wieczorem tapas. Z rejsem na wyspę Tabarca — dwa dni. Jeśli traktujesz Alicante jako bazę na dłużej, dodaj wypady do Villajoyosy (kolorowe domki), Benidormu i Guadalest.
Poniżej znajdziesz nasze szczegółowe przewodniki po najważniejszych miejscach — z cenami, godzinami, dojazdem i lokalnymi trikami — oraz sprawdzone restauracje, w których jedzą też mieszkańcy, nie tylko turyści.












